*Vanessa*
Oj głowa boli jak cholera. Wstałam i poszłam do kuchni w
celu znalezienia jakiś tabletek. Nic z tego, bo nie wiem gdzie oni je chowają.
-Proszę- podskoczyłam, ponieważ ktoś szepnął mi do ucha.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Jake.
-Hej, dzięki- podał mi opakowanie. Nalałam do kubka wody i
popiłam. Dziś sobota, więc można poleżeć dłużej- to ja idę jeszcze odsypiać-
zaśmiał się, a ja wystawiłam mu język. Poszłam do mojego pokoju, położyłam się
na łóżku i włączyłam telefon. Miałam mnóstwo nie odebranych połączeń od Louisa,
Matta, taty, Emmy, Heyls, Darii, Hope, Bartka, Davida, Emi, Liama, Zayna, Hazzy
i Nialla. Wow czym sobie zasłużyłam, że moi szanowni „przyjaciele” się o mnie
martwią? Sama nie wiem. Wykręciłam numer do Matta. Wiem, że się kłócimy, ale my
tak okazujemy uczucia. Odebrał po 2 sygnale.
(rozmowa, V- Vanessa, M-Matt)
M- no wreszcie. Gdzie ty jesteś?!
V- nie drzyj się. Daleko
M- kurwa Vani, nie rób sobie jaj tylko przychodź do domu, bo
sam po ciebie przyjdę do Jamesa.
V- nie jestem u Jamesa. Nie jestem w Londynie, nie jestem w
Wielkiej Brytanii
M- to kurwa gdzie?!
V- daleko
M- wiem, że ten palant cie zdradził, ale czy to jest powód
żeby wyjeżdżać?
V-Matt, ja muszę to sobie ułożyć. Zresztą nie przyjadę, bo
zapisałam się na studia
M- ty i studia? Haha
V- nie śmiej się, co u taty?
M- martwi się o ciebie
V- przeproś go i powiedz mu że go kocham. Dobra ja kończę pa
M- trzymaj się młoda- rozłączyłam się i oparłam głowę o
ścianę. Moja komórka znowu zadzwoniła, podniosłam ją i zobaczyłam kto dzwoni.
Lou, odrzuciłam. Nie chcę z nim gadać. To boli, bo myślałam, że jest inny, że
lubi mnie taką jaka jestem. Myliłam się, ale mylić się rzecz ludzka. Chciałabym
wyłączyć uczucia, bo teraz jestem wrakiem. Może nie okazuje tego, ale imprezuję
żeby zapomnieć. Zawsze tak było, jest i będzie, bo nie zamierzam się zmieniać.
Nie będę udawać kogoś kim nie jestem, bo nie chcę oszukiwać sama siebie. Teraz
jestem wolna, jak to mówią jeśli coś kochasz daj mu wolność, jeśli wróci –jest
twoje, a jeśli nie to od początku nie należało do ciebie. Może to wyjdzie mi na
dobre? Ten wyjazd. Kiedyś wrócę, na pewno. Skończę studia i ułożę sobie życie,
on też sobie ułoży z Sarą, będą mieć dzieci i będą szczęśliwi. On będzie
szczęśliwy beze mnie. Prawda jest taka, że Lou ma racje jestem pieprzoną
ćpunką, która niszczy samą siebie aby zapomnieć i dać upust emocją. Taka jestem
nie zmienię tego, bo nie chcę. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Kurwa.
Nienawidzę płakać, bo czuję się wtedy bezbronna, słaba. Zagryzłam wargę i
poszłam do łazienki, z kosmetyczki wyjęłam moją przyjaciółkę- żyletkę. Usiadłam
na kafelkach i podwinęłam rękaw koszuli, którą miałam na sobie z wczoraj.
Dotknęłam nadgarstka, jest tak zimna, a daje tyle frajdy. Taka mała rzecz a
cieszy. Boże jaka ja jestem durna, co ja robię ze swoim życiem? Przejechałam po
skórze, a po chwili kafelki były z czerwonej cieczy. Poczułam w pewnym stopniu
ulgę, emocje troche opadły. Wyszłam i wyjęłam z walizki ubrania.
Wróciłam do pomieszczenia i wzięłam prysznic, następnie ubrałam się oraz
pomalowałam. Dawno nie używałam czerwonej szminki, dlatego dziś z niej
skorzystałam. Włosy wyjątkowo związałam w wysoki kucyk. Wytarłam łazienkę, z
mojej „zabawy”. Obwiązałam bandażem dłoń i wróciłam do pokoju. Muszę sobie
kupić jakieś plastry i tabletki na uspokojenie. W kuchni siedzieli już wszyscy.
-I jak ci się podobał wczorajszy melanż?- zapytał Nick.
-Wiesz, w Londynie mamy lepsze imprezki- zaśmiałam się, a za
mną reszta. – ej gdzie tu jest apteka?
-Coś się stało?- zapytała z troską Ava.
-Nie muszę kupić tabletki, bo mi wyszły.
-Bierzesz?- uniósł pytająco brwi Jake.- wiesz narkotyki.
-Kiedyś, ale już nie
-Chodź, pójdę z tobą- zaproponowała Tami. Dziś miała na
sobie niebieską bokserkę, jeansowe szorty, białe podkolanówki i tenisówki.
Włosy rozpuszczone. Wstałyśmy, zabrałam portfel, komórkę i wyszłyśmy. Apteka
nie była daleko, bo zaledwie przecznicę dalej. Weszłyśmy razem.
-Co dla was?- zapytała kobieta, która na oko miała z 27 lat.
Wysoka blondynka, w białym kitlu.
-2 opakowania plastrów i tabletki uspokajające- kobieta
podała mi trzy pudełka, za które zapłaciłam. Razem z Tami wyszłyśmy i
postanowiłyśmy się jeszcze przejść. Doszłyśmy do parku.
Na ławkach siedzieli ludzie. Dziadek, który czyta gazetę, dalej jakaś zakochana
para. Przysiadłyśmy na wolnej drewnianej konstrukcji i rozkoszowałyśmy się pięknym
dniem.
-Po co ci te plastry?- zapytała nagle Tamara.
-A nie wygadasz?- pokiwała głową, że nikomu nic nie powie. Podwinęłam
bransoletkę i odwinęłam bandaż- po to- zaśmiała się lekko i podwinęła swoją
frotkę. Też miała blizny. – czemu?
-Jake
-Zdradził cię?
-Nie, tylko że jest ślepy i nie widzi, że na niego lecę, a
ty?
-Louis, zdrada z córką mojej „mamy”- otworzyła usta ze
zdziwienia.
-Współczuję ci- przytuliła mnie.
-Dzięki, ale nie ma czego współczuć. Jestem pieprzoną ćpunką
i jestem z tego dumna. A i nie martw się jeszcze zauważy. A wiesz czemu?-
pokiwała przecząco głową- bo nie ma rzeczy nie możliwych, a i masz mnie. Pomogę
ci…- moją wypowiedź przerwał telefon. Na wyświetlaczu napisane było „Matt”
nacisnęłam zieloną słuchawkę.
(rozmowa, V- Vanessa, M-Matt)
V- co znowu?
M- wróć do domu, to oddam ci mój pokój
V-Matti już od 3 lat nie chcę twojego pokoju, ale kocham cię
braciszku. Pozdrów Kells, Emi i tatę. Pa- rozłączyłam się.
-Brat?- uniosła pytająco brwi Tami.
-Jeden z 3. Matt jest najstarszy, potem jest Bartek, David i
ja. Mój ojciec się ożenił i mam siostrę w moim wieku. Potem jeszcze
pięcioletnia Kelly i Sara, która jest tylko 9 miesięcy młodsza ode mnie. A ty
masz rodzeństwo?
-Mam starszego brata, który jest kretynem
*Louis*
Nie odbiera, albo odrzuca połączenia. Nie dziwię się jej, na
jej miejscu też nie chciałbym z sobą gadać. Wszyscy poszliśmy do jej domu.
Bartek, David i my rozsiedliśmy się w salonie i gadaliśmy. Przerwał nam Matt.
-Co ty tu robisz?- rzucił w moim kierunku.
-Siedzi pajacu- wtrącił Bartek.- zresztą to nie jego wina,
że Vani wyjechała.
-A kurwa czyja?! Może moja?!
-Może- mruknął David.
-Bo to ja ją zdradziłem. To ja ukrywałem przed nią prawdę-
powiedział z sarkazmem.
-Myślisz, że nie żałuję? Kocham ją, a przez tej jeden
cholerny błąd ją straciłem- jej brat prychnął pod nosem i usiadł na fotelu.
Wyjął komórkę i do kogoś dzwonił.
-…wróć do domu, a oddam ci mój pokój…- zaśmiał się gorzko i
posłał nam złowrogie spojrzenie. Wstał i wyszedł z domu.
*Matt*
Ona jest nie możliwa. Uparta jak osioł, a nawet bardziej od
osła, ale to moja młodsza siostra i kocham ją. Szanuję jej decyzję i rozumiem
ją. Kiedy już sobie wszystko przemyśli i ułoży wróci.
-Matti co się stało?- zapytał Izabel, która leżała na sofie.
Nogi miała na moich udach i oglądaliśmy jakąś denną komedię.
-Nic. Po prostu Vani gdzieś pojechała i nie wiem gdzie jest.
Zresztą ten kretyn ją zdradził- podniosła się i usiadła na mnie okrakiem.
-A jednak się kochacie- musnęła lekko wargami moje usta.
-To moja siostra. Dziwi cię to, że się martwię?- uniosłem
pytająco brwi.
-Ani troche. Jesteś wspaniałym gościem i dobrym starszym
bratem…
________________________________________
I jak? Wg mnie jest do luftu. Nie chodzi mi o brak weny, ale o to że nie umiem tego ubrać w słowa i przelać na "papier". A mam dużo czasu, bo jestem chora. Ja to mam szczęście. Najpierw kostka, której leczenie zakończyłam w czwartek, a w piątek zaczęła się grypa ;]. Dobra zostawiam wam ostatnie zdanie w sprawie rozdziału, głosujcie w ankietach. A właśnie dzięki za komy, wejścia i głosy. Zapraszam też na mojego drugiego bloga.
Códowny .
OdpowiedzUsuńCzekam na nn .
super nie moge doczekać się nn :)
OdpowiedzUsuńTwój blog został nominowany do Liebster Award, więcej informacji u mnie na blogu : http://summer-paradise-1d-story.blogspot.com
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Już czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Award , więcej na moim blogu : http://forever-young-history-1d.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPrzepraszam że nie dodawałam komentarzy ale nie mogłam wejsc przez kilka dni na neta. Dzisiaj sobie wszystko nadrobiłam bo miałam czas i musze powiedzieć że się narobiło. Kochany Matt <3 Jestem cholernie zła na Louisa XDDDD Mam nadzieje że wszystko się ułoży w życiu Vani.
OdpowiedzUsuń